Kobieta na konferencji ma wyglądać

Jestem szczęściarą. Żyję w rzeczywistości, w której nikt nie spali mnie na stosie za kolor włosów, mam możliwość zagłosowania na, oby, mniejsze zło w kolejnych wyborach, co jeszcze sto lat temu byłoby kiepskim żartem opowiadanym przez brzuchatych panów przy cygarach. Mogę się związać z kim chcę i kiedy chcę, a jedyna osoba, która biega za mną z kwasem to moja kosmetyczka, chcąca moją cerę wyleczyć, a nie zniszczyć (o kwasach kosmetycznych mówię – dla niewtajemniczonych mężczyzn i kobiet może niektórych też). Nie zostałam też, dzięki łaskawemu losowi, w żaden sposób wykorzystana, mam prawo do edukacji, pracy i prowadzenia samochodu (jakkolwiek mi to wychodzi…). Ale ze mnie szczęściara, juhu! Czyżby? Że niby mam się dziko radować z podstawowych praw człowieka? No dobra, niech będzie, że się cieszę. Continue reading

Internauto, opamiętaj się!

Mąż (stanu ?!) znęcał się nad żoną psychicznie i fizycznie przez lat kilka. W Internetach zawrzało. Nagrania, pozwy, reportaże telewizyjne. On się nie przyznaje, ona płacze. Dla mnie odważna jest ona. Skąd wiem, że nie ściemnia? Że go nie wrabia? Bo jestem w stanie rozpoznać, że to, co się dzieje na nagraniu, to prawda. Ten kto przeżył terror domowy ten wie. Nigdy nie zapomnę tego, w jaki sposób ojciec traktował matkę po pijaku. Nigdy. Never. Noł faking łej. Ale dzisiaj nie o tym. Continue reading

Dlaczego NIE-picie jest NIE-normalne, a picie jest normalne?

Już na wstępie wiem, że to pytanie pozostanie pytaniem bez odpowiedzi. I bynajmniej nie będzie to tekst o tym czy pić warto czy nie. Tylko o tym czy dobre rady są zawsze w cenie – a więc odniosę się trochę do poprzedniego wpisu Marzeny. Do napisania poniższych wywodów sprowokowało mnie wczorajsze wyjście z grupą znajomych niewidzianych od lat. Choć od razu muszę zaznaczyć, że podobna sytuacja nie zdarzyła mi się po raz pierwszy. I zapewne nie po raz ostatni.

Continue reading

7 miliardów ludzi. 7 miliardów historii. 7 miliardów prawd.

Dopóki nie zrozumiemy, że każdy jeden z nas jest odrębną opowieścią, dopóty będziemy walczyć ze sobą jak jakieś psychole. Myślę, że wszystkie zwierzęta się z nas śmieją, bo tak jak my, to nikt nie potrafi się bić o wyimaginowane historie. Moja prawda jest najmojsza – powiedział każdy z 7 miliardów ludzi zamieszkujących Ziemię. Na tym nie poprzestał! Nie dość, że moja prawda jest najprawdziwsza, to jeszcze chcę, żebyś Ty, drugi człowieku, w nią uwierzył! To Ci dopiero zuchwałość. Żyjemy wśród niezliczonej ilości wieszczów jedynych właściwych prawd absolutnych. Konserwatywnych lub liberalnych, w imię bogów, wolności albo pieniędzy – każdy jest gotów bronić swojej prawdy zaciekle, a wielu chce jeszcze przeciągnąć resztę na swoją (pamiętajmy – tę słuszną) stronę. Ale heca. Continue reading

Tylko dystans może mnie uratować

Jakiś czas temu okazało się, że ktoś sprawił sobie funkiel nówkę łopatę i zabrał się do kopania pode mną dołka. Ja, dowiedziawszy się o tym po fakcie, w całej swej naiwności oraz wierze w człowieka, oczywiście doznałam szoku z tego tytułu. Przecież ja taka do ludzi i takie dobre intencje i tak chcę, żeby wszystko było cacy. A mnie tu inny homo sapiens cichaczem krzywdę robi. No i pojawiła się blokada. Zassało mnie do środka. Zatrzasnęłam się niczym ślimak w skorupie dotknięty znienacka w swoje śmieszne czułki. Ludzie zawiedli. Wpadłam w wykopany przez „uprzejmego po fachu” dołek, natomiast w inny sposób niż delikwent najpewniej zaplanował. A mianowicie zaczęłam się przejmować. Continue reading

Człowiek w wersji intro też jest ekstra

Tak zwany introwertyk. Na przykład ja. My, introwertycy, często uważani jesteśmy za zatrzaśniętych w sobie od środka, bojących się własnego cienia nudziarzy. Z ogromnym, mrocznym potencjałem na zostanie w przyszłości psychopatami. Ale przede wszystkim za posiadaczy najniższego we wszechświecie poczucia własnej wartości, aspołecznych, nieśmiałych i niepewnych siebie nadwrażliwców. To takie najbardziej wyświechtane stereotypy. I bzdury rzecz jasna. Na nich się dzisiaj nie będę skupiać. Ale opowiem o innych aspektach mojej introwersji – takich, które aktualnie u siebie obserwuję. Będę często pisać w formie „my”, bo czuję, że jest nas więcej. Continue reading

Jak sobie ułożyć życie?

Nie masz czasem wrażenia, że twoje życie polega na tym, że … próbujesz sobie ułożyć życie?

I dokładnie w momencie, kiedy wydaje ci się, że zaczyna się ono układać, kiedy wszystko zdaje się być na swoim miejscu i wystarczy tylko dobrać odpowiednie firanki do twojego nowego świata i położyć wisienkę na torcie… JEB! Wielka, spasiona mewa obsrywa ptasim łajnem zarówno ciebie, jak i świeżo wypucowane okna, no i oczywiście smakowity tort. Próbujesz nerwowo wyczyścić co się da chusteczką, ale w efekcie rozmazujesz ohydną maź jeszcze bardziej, a wszyscy dookoła patrzą na ciebie z politowaniem. Przynajmniej tak Ci się wydaje. Continue reading

Odpieprz się od siebie

To najmądrzejsze słowa jakie usłyszałam w zeszłym roku. Nie jakieś tam wydumane myśli motywacyjne o sukcesach i życiu szczęśliwym. „Wstań rano, uśmiechnij się do gęby w lustrze, popraw przedziałek (jeśli takowym dysponujesz) i … odpieprz się od siebie.” To nie tylko parafraza wypowiedzi pewnej mądrej babki, pani Ewy Foley* – polecam jej wystąpienia, ale też hasło, które przyklejam sobie do czoła na cały 2017 rok. Koniec z szukaniem problemu w sobie. Koniec z przyglądaniem się swojej niedoskonałości jak gdyby to była najistotniejsza część wszechświata. Koniec z taplaniem się w losowo wybranym kompleksie (bo jest ich przecież pod dostatkiem). Continue reading

Zaufanie takie trudne

crocodile-1543034_1280Biorę dzisiaj na warsztat zaufanie. Dziwne i trudne do ogarnięcia rozumem zjawisko. Niby trzeba wierzyć w człowieka, coby nie oszaleć – wiecie taka zwykła, naiwna ufność, że nikt mnie dzisiaj tępą siekierą nie zabije, albo że ludzie przywleką się do pracy pomimo dennej pogody. Z drugiej strony uważamy zaufanie za dobro luksusowe i twierdzimy, że obdarzamy nim tylko najważniejsze persony w naszym życiu (a co odważniejsi nawet swoją skromną osobę). Continue reading

Wiatr we włosach

train-947323_1280Niektórzy mogą mi współczuć, że mam urodziny w takim paskudnym pogodowo okresie – już nie złota jesień, jeszcze nie bajkowa zima. Wszystkim tym osobom zaleciłabym w tym roku spojrzenie za okno. W Katowicach 17 stopni i pełne słońce. No i to by było na tyle z optymistycznych refleksji w 35-tą rocznicę mojego pojawienia się na tym świecie. Miało być radośnie, szampańsko, w podskokach i z uśmiechem od ucha do ucha. Taki był mój plan na wpis urodzinowy. Przecież jest się z czego cieszyć w moim życiu. Kwiatki, bratki i stokrotki, ochy i achy. Rada z głębi serca: nigdy nie planujcie sobie dobrego nastroju. Strzeli wam w pysk tak mocno, że łzy same polecą, a myśl o zaszyciu się w domku na odludziu na resztę żywota wyda się tą jedyną logiczną. W końcu ciszy też ktoś musi słuchać i w nicość też ktoś się musi gapić. Zgłaszam się na ochotnika. Continue reading